„— Chwileczkę — rzek! zdziwiony właściciel. — Dokąd się pan wybiera
— Jestem robotnikiem, nie kapitalistą — odparł Vincent. — Nie mogę płacić sześciu franków dziennie.
Ruszył z powrotem na plac i tam naprzeciw merostwa znalazł małą gospodę pana Ravoux, gdzie pokój wraz z wiktem kosztował trzy i pół franka.
Schodzili się tam chłopi i robotnicy pracujący w pobliżu Auvers. W ogólnej sali na prawo stał mały bar, poza tym ponury, nieprzytulny pokój zawierał tylko zwykle, proste ławy i stoły. Z tyłu stał bilard ze splamionym i podartym suknem — duma i radość pana Ravoux. Drzwi w tylnej ścianie gospody wiodły przez sień do kuchni. Z tej sieni prowadziły kręte schody do trzech pokoi gościnnych na piętrze. Z okna pokoju Vincent widział wieżę kościoła katolickiego i brunatny wycinek cmentarnego muru rozjaśniony łagodnym słońcem Auvers.
Wziął sztalugi, farby, pędzle, portret kobiety z Arles i wybrał się do doktora Gachet. Szedł zrazu ulicą wiodącą z dworca obok gospody Ravoux, minął plac i wspiął się na wzgórze. Po pewnym czasie droga rozwidlała się tworząc trzy odnogi. Prawa prowadziła ku zamkowi, lewa przez pola grochu, ku rzece. Gachet objaśnił mu, że należy iść drogą środkową biegnącą zboczem wzgórza. Vincent szedł z wolna i myślał o doktorze, którego pieczy został powierzony. Zauważył, że gdzieniegdzie nowe wille zastąpiły stare chaty kryte strzechą i że cały krajobraz wsi uległ dzięki temu zmianie.“(4)
<<<< Z różowym czołem pokrytym
| Ruszyli ku przodowi wozu- >>>>
automaty do bram |pasmanteria |Ruletka